A miało być tak pięknie…

A miało być tak pięknie…

Ano miało i post był gotowy i opisywał moje wrażenia z Lizbony. I co? No i pstro, bo nie miałam dostępu do internetu i zapomniałam zapisać moich wypocin i szlak wszystko trafił. Przepadło…

Może to i dobrze?

W końcu kto powiedział, że tekst był dobry? Nawet jeśli był, to już po ptakach.

Trzeba zacząć od początku.

Trudno.

Na początek napiszę, że zaraz po przylocie zachorowałam na anginopodobne coś.

Zamiast cieszyć się słońcem i w miarę wysoką temperaturą, ja mogłam myśleć tylko o tym, że boli mnie gardło, głowa, a co najgorsze – kończą mi się chusteczki do nosa … tak. Dramat nie z tej ziemi. I jak tu się cieszyć nowym krajem, miastem, widokami, zabytkami i tymi wszystkimi pysznościami, które są dostępne dookoła, a których w Polsce niestety nie ma?

No przyznam, że bardzo ciężko. A jak dodam, że mój facet też był chory i trzeba było pracować, to nie oszukujmy się kobiecie w takich chwilach jest bardzo ciężko. Zwłaszcza jak dookoła tyle ciastkarni… No i przytyło mi się. Nie wiem jeszcze ile ale czuję to w „boczkach” 😀

Jutro jest mój ostatni dzień w tym kraju, przynajmniej na razie. Dziesięć dni minęło jak z bicza strzelił.

Z jednej strony szkoda, bo to naprawdę piękny kraj i niestety nie byłam wstanie zobaczyć wszystkiego, a z drugiej tęskni mi się trochę już za Poznaniem. W końcu przez ostatnie 2 miesiące prawie tam mnie nie było.

Podczas mojego pobytu odwiedziłam Lizbone, Coimbre, Cadime, Porto oraz pewną małą wieść, w której byłam przez 3 godziny okoliczną atrakcją. Ale o tym później.

Które miasto mi się najbardziej podobało?

Zdecydowanie Porto!

Najbardziej przypomina mi mój ukochany Poznań.

Lizbona jest jak Warszawa. Rozległa ale za to dająca największe szanse na karierę i dobre pieniądze. W Cadimie pachniało jak u nas w czerwcu, gdy to wszystkie drzewa mają kwiaty, a Coimbra to miasto studencki.

Cóż reszta historii później. 🙂



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *